kolczyk47
kolczyk47.blog.interia.pl
Notki
2009-04-03
Wspominam minione. Chodzę po parku, nurzam swą tęsknotę w kwiatach róż, oczyszczam ją barwami i zapachami. Barwy, które nie płoną dla nikogo, wonie, które unoszą się w przestrzeń, nie znajdując drogi do tego, który rozumie i kocha...Jestem blisko, mogę słyszeć imiona róż, gdy spływają z jej ust. Patrzę jej przez ramię, gdy ona mi coś wyjaśnia. Jej włosy muskają mą twarz, kiedy się odwraca, aby mi coś wyszeptać. Jej biały pantofelek grzężnie w miękkiej ziemi pod krzakami. A ona stoi spokojnie na jednej nodze i pozwala mi gładzić swą wąską stopę. Jej arystokratycznie wypielęgnowana dłoń spoczywa na mej olbrzymiej łapie, gdy swymi guzowatymi palcami dotykam kwiecia. Chodzi u mego boku, a rytm jej ruchów omiata mnie jak miękkie fale kamień...Szukam minionego, czemu wygasło?
2009-03-28

Rozmyślałem dziś po południu nad tym że, moim zdaniem, jedyne możliwe zwycięstwo nad czasem łączy się z wiernością ( jakże głębokie słowa Nietzschego: Człowiek jest jedyną istotą, która składa przyrzeczenia). Nie ma stanu uprzywilejowania, który by nam pozwolił przekroczyć granice czasu. Lecz należy rozumieć że wierność nie ma pozostać jałowa i, co gorsza, ograniczać się do czystego uporu, winna mieć za punkt wyjścia to, co nazwałbym absolutną daną ( w najwyższym stopniu odczuwam to w stosunku do istot, które kocham). U żródeł musi się znajdować doświadczenie oddania; coś nam zostało powierzone, tak że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko w stosunku do siebie samych, lecz wobec czynnej i wyższej zasady. Jak mniemam odczuwam trwogę przywiązania. Należy na to wszystko zasłużyć, ale nawet wtedy możemy zostać oszukani...Dziwna rzecz - a jednak tak jasna - będę nadal wierzył tylko pod warunkiem, że będę nadal zasługiwał. Zachwycająca współzależność.

2009-02-27
Była u mnie Katarzyna i zarzuciła mi zbyt dogłębne analizy życia. Więc dziś coś prostrzego. Szeroko rozpowszechniony jest pogląd, że kochanie innych jest cnotą, natomiast miłość siebie samego jest grzeszna. Zakłada się, że o ile kocham siebie, o tyle nie kocham innych, że miłość własna jest tym samym co egoizm. W myśli zachodniej pogląd ten jest bardzo stary. Kalwin wyraża się o miłości siebie samego jako o "pladze" . Freud mówi o miłości własnej w kategoriach narcyzmu, libido skierowanym ku samemu sobie. Narcyzm jest najwcześniejszym stadium rozwoju człowieka. Miłość jest ujawieniem się libido, i libido albo zwraca się w kierunku innych ludzi -mamy wtedy do czynienia z miłością. Albo też w kierunku własnym-wtedy mówimy o miłości siebie samego. Miłość i miłość samego siebie wykluczają się wzajemnie w tym sensie, że im więcej pierwszej, tym mniej drugiej. Jeśli miłość samego siebie jest zła, wynika z tego, że jej brak jest cnotą.....Powstaje zatem kwestia, czy na pewno istnieje sprzeczność między miłością samego siebie a miłością innych? Czy miłość własna jest tym samym co egoizm, czy też są to pojęcia przeciwstawne? Co więcej, czy egoizm dzisiejszego człowieka naprawdę jest   z a i n t e r e s o w a n i e m   s i ę   s o b ą   s a m y m   jako jednostką z jej wszystkimi intelektualnymi, emocjonalnymi i zmysłowymi możliwościami...............C z y   j e g o   e g o i z m   j e s t   i d e n t y c z n y   z   m i ł o ś c i ą   w ł a s n ą ,   c z y   t e ż   m o ż e   j e s t   w y n i k i e m   j e j   b r a k u ?.........Wynika z tego, że moje własne ja musi być w równym stopniu jak inny człowiek obiektem mojej miłości...Afirmacja życia, szczęście, rozwój i wolność mają swoje żródło we własnej zdolności kochania, to znaczy w trosce, szacunku, odpowiedzialności i poznaniu. Jeżeli człowiek potrafi kochać w sposób produktywny, kocha również samego siebie; jeżeli potrafi kochać tylko innych, nie potrafi kochać w ogóle.
2009-02-14
Jestem człowiekiem przeciętnym, zanim napotkam absurd, żyję mając na oku swoje cele, troskę o przyszłość lub usprawiedliwienie względem czegoś lub kogoś. Oceniam własne szanse, liczę na lepsze jutro, na emeryturę albo na własne dzieci. Sądzę, że mogę czymś pokierować w swoim życiu. Działam więc, jakbym był wolnym człowiekiem, nawet jeśli wszystkie fakty usiłują przeczyć tej wolności. Gdy zjawia się absurd, wszystko ulega zachwianiu. Absurdalność śmierci w sposób oszałamiający zaprzecza idei, że "j e s t e m", mojemu działaniu, które oznacza że wszystko ma sens. Myśleć o jutrze, ustalać  jakiś cel, lubić to lub tamto zakłada wiarę w wolność, nawet jeśli powiadam  sobie czasem, że jej nie czuję. Ale już wiem, że wolność wyższa, ta wolność "b y c i a", jedyna, na której może wesprzeć się prawda, nie istnieje. Jedyną realnością jest śmierć. Zjawia się, i gra jest rozegrana. Nie mogę trwać, jestem niewolnikiem, na domiar niewolnikiem pozbawionym nadziei na wieczną rewolucję, nie ma dla mnie odwołania w pogardzie....Lecz kto bez rewolucji i pogardy może pozostać niewolnikiem? I jaka to wolność, jeśli nie jest pewna wieczności?





  
2009-01-27
Rozważam życie, mogę, jeśli chcę, żywić nawet najbardziej wzruszającą, dziecinną wiarę w siłę swojego umysłu i swoich metod, lecz mimo to i oprócz tego powinienem szanować niepojętą prawdę rzeczywistości i niepowtarzalności wydarzeń. Życie to nie tylko zabawa i nieodpowiedzialne igraszki. Żyję, więc zakładam już naprzód, iż dążę do czegoś niemożliwego, a mimo to koniecznego, niesłychanie ważnego i nieuniknionego. Żyję, oznacza to także, że oddaję się na pastwę chaosu, a mimo to zachowuję wiarę w ład i sens... 
2009-01-19
Moja długa, powolna droga po schodach, złe spojrzenia zza szyb, mała siatka z zakupami i cisza...wołająca...głośno krzycząca....Urozmaicona od czasu do czasu ratowaniem ptaka przed coraz to bardziej pomysłowymi kiciami. Oczekiwanie na telefon...rozmowa z córeczką...znów cisza...wołająca...głośno krzycząca...
2009-01-17
Najważniejsze zrobione. Rozporządzam kilku oczywistościami, których muszę się trzymać.Liczy się to co jest pewne, czemu nie mogę zaprzeczyć, czego nie mogę odrzucić. W tej części mojego ja która żyje niepewną nostalgią, mogę zaprzeczyć wszystkiemu prócz pragnienia jedności, prócz głodu rozstrzygnięcia,Nie wiem, czy świat ma jakiś sens. Wiem, że tego sensu nie znam...
2009-01-09
Oto pytanie, które nasunęło mi się, gdy patrzyłem na psa leżącego przy kiosku;  Czym innym jest żyć, a czym innym istnieć; ja wybrałem istnienie...
KANAREK 2009-01-04
Gdy w zmęczeniu powiek
pochylam samotną głowę
odzywa się uśmiech mojego domu
jasna żywa plamka
upojną arią śpiewu

Cicha szumiąca woda
z miękkością westchnienia
otwiera władczy dzwonek dęty
przytula wszystkie marzenia
w głębokich fletach i miękkich turach

Na zakończenie jak oklaski
spadają dzwoneczki perliste
wzruszeniem na policzkach
ciepłą chwilą harmonii
między człowiekiem a przyrodą

wyciągam dłoń
by usiadł przy mnie
mój maleńki rozśpiewany druh
jak obietnica
jak rajska wyspa z dziecięcych wakacji
zobowiązanie 2008-12-31
czy mogę zobowiązać się,że będę jutro odczuwać to, co odczuwam dziś?. Na pewno nie.Czy mogę zobowiązać się. że będę jutro postępował zgodnie z uczuciem, jakiego dziś doznaję?, lecz jutro doznawać już nie będę?. Także nie.Czy wobec tego należy przyjąć, że przysięgając miłość jakiejś osobie, przekraczam granice wszelkiego uprawnionego zobowiązania, to znaczy zgodnego z moją naturą?.Czy nie mógłbym odpowiedzieć że chociaż dziś mam chęć tak powiedzieć, to jutro ta chęć może być nieskończenie słabsza?Jakim prawem mam ją traktować jako coś stałego?

<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
kolczyk47
50
,
warszawa
Słówko o mnie
mówią że jestem twardy i nieustępliwy ale powiem w sekrecie to tylko poza...
Zobacz mój profil
Zobacz serwisy INTERIA.PL